chaos dogonił świt. pieprzony Ty altruista egoista. nabyty dzień w konsumpcji innych dni zanika. noc zgubiła się jak czterolistna koniczyna. bałagan w mej głowie, niedomknięta komora kresomózgowia. drżenia pręcików myśli z zła. zła co początek swój na rozdrożach milionów dróg ma. luster brak tam. a oczy rozbiegane, zagubione, niezrozumiale w rozpaczy wkładasz pod poduszkę by choć na setnych sekund zapomnieć że jesteś, że czujesz, że widzisz. zabić zmysły jak komara. Bzy bzy, ała. i idziesz pięć metrów codziennie tam. widzisz źrenice w których nie ma już prawdziwego dna. i sam tak trącasz się w komiczny dół bez wyjścia. ratunku, hej, teleportuj mnie! nadużywasz siebie, wtrącasz się jak choleryk w kwitnący pąk stokrotek. jesteś taki chory jak ten świat. mój pokój w nim pieprzony burdel i pieprzona ty. życie na jawie jak cienia cień który już niewidoczny dla mnie jest.
życie jest piękne żmudne nudne jedyne jakie mam...
chaotycznie z ambiwalencją i skrajnością ja się gubię i znajduję nie używam kropki i wykrzyknika sucho normalnie dla mnie chora cierpliwość i zmagania z sobą wygrana przegrana- nie, ja gdzieś środku
3 pokoje łazienka kuchnia i my minimalistyczne życie bez teraz zarysy